środa, 24 lutego 2010

Dla ukazania pełnej postaci mojej koci jeszcze jedna fotka. Chyba lepiej ukazuje jej krągłości :)

A teraz dobranoc Państwu. Jutro trzeba wstać o 6 i lecieć do pracy po kilku dniach wolnego.

Pozdrawiam

21:27, magdor2009 , szydełko
Link Komentarze (2) »

Nie lubię kotów...Z całym szacunków dla wszystkich kociar i kociarzy, ale dla mnie te zwierzęta mogłyby zniknąć z powierzchni ziemi. Nie ufam gadzinom. Tym bardziej byłam sama zaskoczona, gdy spod moich własnych rąk wyszydełkował się dziś breloczek w kształcie kota :) Tak mi się spodobał, że już znalazł sobie odpowiednie klucze. Na zdjęciu tego nie widać (zresztą odbiera mu wiele uroku), ale kicia jest wypchana i mięciutka jak podusia. Cekinowo-koralikowe oczka i włala

kotek

Na żywo jest o niebo słodszy. Może polubie te gadziny :)

 

 

19:55, magdor2009 , szydełko
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 lutego 2010

Przeglądając mój super uporządkowany stos folderów na pulpicie wpadło mi w oko jedno zdjęcie. Okazuje się, że sklerotyczka, zapomniałam się pochwalić gotową metryczką dla mojego siostrzeńca. Oto i ona poniżej. Trochę krzywo jedzie pociąg i jest kilka elementów, które należałoby poprawić, ale wśród osób, które widziały na żywo nie ma lepszego profesjonalisty w tej dziedzinie niż ja :D, więc nikt nie widzi potknięć, a tylko złotą robotę i cudny prezent :)

metryczka

(krzywy jak cholera :))

Dodać w tym miejscu należy, że to w sumie mój pierwszy, tak poważny xxx. Odkąd go wydziubałam, za każdym razem będąc w pasmanterii kupuję jakąś mulinę. Spodobało mi się i może w końcu uzbieram kolory na jakiś obraz 50x50 :)

A wczoraj, w tak zwanym międzyczasie, powstała kolejna broszka. Z założenia wzoru róża, a w praktyce po prostu kwiat. Super nęcący mnie ostatnio szary kolor.

szydełkowy kwiat, broszka

A poza tym moja córka znów bidulka chora i nie przeszło bez antybiotyków. Ja też chora i siedzimy sobie tak razem w domu. Maluch teraz zalicza popołudniową drzemkę, bo po zabawach z tatą ledwo zipała :) A ja popijam kawusię (trzecią już zresztą) i z nogami na stole leniuchuję. Czeka mnie jeszcze wieczorna wizyta u lekarza (około 21), więc muszę do tego czasu jakoś dotrwać. Tak, tak 21...późno, ale prywatna praktyka ma swoje prawa. Na szczęście wizyta nieinwazyjna i wymagać będzie jedynie interpretacji wyników. Zrobiłam to juz zresztą sama, ale potwierdzenie musi być.

Teraz jeszcze mały tour po Waszych blogach i pranie trzeba poukładać, bo rośnie pod sufit.

Pozdrawiam

 

16:01, magdor2009
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 lutego 2010

Zamiast siedzieć i się uczyć na mój nieszczęsny egzamin, przez ostatnie dwa dni dłubałam sobie już odrobinę świątecznie. W założeniu miała być królisia na okno w kuchni, a skończyło się na zabawce dla córci. Jak zwykle Mała wprowadziła takie zarządzenie, a ja przecież nie mogłam odmówić :) Powstała więc króliczka Fizia i moja Zuzia nie rusza się bez niej na krok - bezcenne :)

królik

 

Kusi mnie, żeby wydłubać całe stadko i zaraz po jutrzejszym egzaminie pewnie się za to zabiorę. Chyba, że będę to robić dziś, w trakcie nauki :D

A teraz jest 8:05, piję kawę...Wy pewnie jeszcze wszyscy śpicie, więc ja pośmigam po Waszych blogach dla relaksu.

Pozdrawiam i miłego weekendu życzę wszystkim zaglądającym.

I przy okazji dziękuję za pierwszy tysiąc odwiedzin :)

08:10, magdor2009
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 lutego 2010

Aguś, Zuzka zdrowa (odpukać). Zasiałam trochę paniki, ale wolę dmuchać na zimne (czytaj: katar). Jestem przewrażliwiona po tej ilości chorób, jaką mała wygenerowała odkąd chodzi do przedszkola.Tobie też życzymy zdrówka. Musisz zbierać siły na kolejną część roku ze swoimi "gadzinkami" :)

A w świecie dziergadeł i innych wytworów pojawiły się nowinki. Otóż broszka sprzed kilku dni (w końcu doczekała się zdjęcia). Taki oto cwiet na liściu.

A tu moi drodzy moje zapędy do szycia się ujawniają. Jakiś czas temu kupiłam płótno lniane i nie wiedziałam co z nim zrobić. I dwa dni temu wpadłam na genialny pomysł, przypadkiem oczywiście :) Uszyło mi się takie coś...moja córcia zakomunikowała, że to dla niej, więc pewnie to "coś" skończy jako piórnik. Brzegi obszyte satynową wstążką, trochę muliny i przyszyte naklejki w miejscu skrzydełek i TADAM :) Brakuje tylko zapięcia, ale nad tym jeszcze dumam.

i z bliska

Oczywiście o szyciu ręcznym moja osoba tu pisze :) Trochę paluchy podziurawiłam, ale efekt jest.

Pozdrawiam wszystkich.

 

 

21:19, magdor2009 , haft
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 lutego 2010

Moja Gwiazdka statystycznie bywa w przedszkolu 7 dni w miesiącu. Limit przeziębień i chorób wyczerpałyśmy na kolejne dwa lata. No i dziś znów sie zaczyna. W piątek koniec antybiotyku, wczoraj pierwszy bal karnawałowy w życiu mojej Pszczółki, a dziś znów przeziębienie z kaszlem 80-latka. DRAMAT!!! Niania po mega operacji, więc nie ma szans na pomoc. Poranny telefon do BOSKIEGO SZEFA i dzień wolny. I w zasadzie powód do pozostania w domu nie najlepszy, bo wszystkie skarby świata bym oddała za zdrowie Pszczółki, ale z drugiej strony pokleimy razem jakieś cuda i będzie rewelacja. A w trakcie drzemki mamusia podzierga :)

 

środa, 10 lutego 2010

No właśnie...ale to chyba z braku czasu. W ciągu ostatnich dni udało mi się wydłubać jedną broszkę. Chwilowo jestem pozbawiona aparatu, ale już dziś powinnam go mieć, także cyknę fotkę. Moherowa chusta rośnie barrrdzo wolno. Czekam na stodwudziestkipiątki i ją dokończę. A tymczasem siedzę w pracy i jak widać ciężko pracuję :) A tak serio to przerwa kawowa zorganizowana na własne życzenie, bo od rana kopię w dokumentach różnej maści.

A wracając do mojej szkoły, to oczywiście historię udupiłam....ale z klasą :) mam jeszcze cały tydzień, żeby posiąść wiedzę (bo nawet nie przypomnieć) historyczną i zaskoczyc Pana prof :) Oczywiście mi sie to uda i żebranie skończy sie trójeczką :)

Tak nawiasem mówiąc, to dla wszystkich, którzy choć w połowie tak, jak ja lubią Sade, to polecam jej nową płytę Soldier of love. Dla mnie bomba.

A na koniec starocie part II

Kapelutek, zdaje się powędrował do jakiejś małej królewny.

kapelusz

I sukienusia, która była pierwszą wersją na chrzest dla mojej Gwiazdki, ale potem plan się zmienił i stąd powstał wczesniej pokazany "dwudniowy" komplet.

Sukienka trafiła do małej krakowianki.

sukienka

No to lecę do pracy :)

Pozdrawiam

wtorek, 02 lutego 2010

Warto było poświęcić jeden dzień pracy i posiedzieć nad książkami. Druty cały czas leżały obok, a ja walczyłam ze sobą jak mogłam...i owocem tej walki jest zaliczenie pięciu przedmiotów. W dużej mierze to też kwestia szczęścia i fakt, że wykładowca wczytał się w Politykę po uszy, ale kto by się zagłębiał w takie niuanse. Zaliczone i koniec :D

Teraz jeszcze tylko trzy super egzaminy, na które nie mogę sie doczekać...zwłaszcza na historię. Kto mnie zna choć trochę, wie, że bliższa mi biologia, a może nawet fizyka kwantowa, no ale może jakoś pójdzie :)

Tym czasem walczę z chorobą..chyba angina, ale nie potwierdzona przez biały fartuch.

A teraz muszę niestety oddać komputer córci, która koniecznie chce pobawić się klawiaturą.

Pozdrawiam