niedziela, 21 listopada 2010

Tak na szybciutko wytargałam mulinę, kanwę i proszę...będzie z tego kartka

xmas

 

A teraz lecę spać...

Dobranoc

23:24, magdor2009
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 listopada 2010

Moja zeszłoroczna choinka uginała się pod "ciężarem" bombek a'la karczoch (pisałam o tym TU). Kilka dni temu odkurzyłam pozostałe kule styropianowe i zrobiłam kolejną. Mało tego, zrobiłam zdjęcia wszystkim, które mam.

Na początek najnowsza: fioletowo-kremowa ze srebrną czapą. Może trochę nierówna, ale mimo to zawiśnie gdzieś w domu.

bombka karczoch

A tu niektóre z zeszłego roku...

Brązowo-złota (duża)

bombka a'la karczoch

Kremowa

bombka a'la karczoch

Brązowo-złota mała

bombka a'la karczoch

 

Mają swój urok i genialnie wyglądają na choince. Mało tego, są świetnym prezentem.

***

Zanim zabarałam sie za bombki, odkurzyłam też szydełko. W ostatniej Damie w swetrze wpadł mi w oko sweterek szydełkowy i postanowiłam go sobie wydziergać. Prosty wzór...tylko to zszywanie. Nie lubię tego potwornie i właściwie nigdy nie robiłam nic, co wymagałoby tej czynności. Zrobiłam plecy, przody i jeden rękaw (zmodyfikowany-w oryginale długi, u mnie krótki). Kolor śliwkowy, a akryl...chyba Dalia.

Tak wygląda obecnie. Jeszcze w kawałkach, ale może do jutra to sie zmienić.

szydełkowy sweter

I wzór z bliska

sweter szydełkowy

Sweterek w oryginale zrobiony jest z szarego moheru. Zapinany na 3 guziki i z długim rękawem. Jednak ten moher nie bardzo mi pasował. W końcu jednego Mohera już mam :)

kot

 

Paaaaaaa :)

 

 

 

Tagi: bombki
19:17, magdor2009
Link Komentarze (1) »
środa, 27 października 2010

Robótkowo-literacki konkurs u Aneladgam

Jeszcze przez godzinę można walczyc z literaturą :) - tak się właśnie wprowadza w błąd

Na szczęście Szefowa konkursu czuwa :)

Konkurs trwa do 27 listopada!!!

Madziu, pozdrawiam.

23:08, magdor2009
Link Komentarze (1) »

Było prawie jak zawsze. Pobudka, dziesięć drzemek na komórce, z łóżka na podłogę, z podłogi-ruchem posuwistym-pod prysznic, a potem to już z górki, aż do wyjścia z Małą z domu. Miało być tak cudownie. Dzień wolny, do załatwienia przegląd mojej strzały, ubezpieczenie, wymiana kół, fryzjer, badania Małej. Tuż po odwiezieniu Malucha do przedszkola zameldowałam się przy bankomacie, żeby wszystkie powyższe móc zrealizować. Włóż kartę, podaj pin, wybierz transakcję, wypłata gotówki, kwota, bez wydruku, GO! i.......dupa. Na wyświetlaczu czarno, po chwili odświerzanie systemu Windows, PROSZĘ CZEKAĆ....i nadal dupa. Kartę wypluło, a pieniędzy jak ni ma, tak ni ma. I co w tym wszystkim najpiękniejsze, pieniądze zostały pobrane z konta :( Złożyłam reklamację telefonicznie, po czym osobiście w oddziale na piśmie (musiałam Panią prosić o wydruk druku reklamacji, bo podsunęła mi czystą kartkę i chyba bardzo chciała, żebym rysowała sobie jeszcze tabelki do wypełnienia).

Informacja dla wszystkich

JEŚLI BANKOMAT POŻRE TWOJE PIENIĄDZE DOWIESZ SIĘ, ŻE:

-CYTUJĘ "A TAK, TAK, BANKOMAT BYŁ OSTATNIO ZEPSUTY, OJEJ"

-BANKOMAT OBSŁUGIWANY JEST PRZEZ FIRMĘ ZEWNĘTRZNĄ I BANK NIE MA Z TYM NIC WSPÓLNEGO(nie szkodzi, że na bankomacie poza logo banku, nie ma takiej informacji),

-NUMERU DO FIRMY OBSŁUGUJĄCEJ NIE UZYSKASZ, BO BANK NIE MOŻE PODAĆ TEJ INFORMACJI,

-ODZYSKASZ PIENIĄDZE, ALE NIE OD RĘKI, TYLKO PO 14 - DNIOWEJ PROCEDURZE ROZPATRYWANIA REKLAMACJI,

-NA KONIEC MOŻESZ UBIEGAC SIĘ O ODSETKI ZA OKRES, KIEDY NIE MIAŁEŚ PIENIĘDZY

PONADTO DOWIESZ SIĘ, GDZIE SĄ TWOJE GRANICE WYTRZYMAŁOŚCI

Już wyluzowałam, bo i tak nic nie zrobię. Czekam cierpliwie na zwrot moich 5 stówek, a na zapleczu buduję bombę pod bankomat.

Z przyjemniejszych rzeczy.

Zrobiłam Maluszkowi czapę (wspominaną zieloną) i chustę z pozostałości Hiamalaya (tej z czapki i tej z kolorowych mitenek)

A oto i toto:

i na właścicielce

Na rozłożonej chuście wyraźnie widać przejście z zieleni na fiolety, ale po owinięciu szyi wszystko super się miesza. Zrobione szybko i przyjemnie i efekt jak widać.

Podsumowując (m.in. dla AGI :) Mitenki+czapka+chusta(nieduża) = 200g Himalaya Padisah

pozdrawiam

 

Tagi: chusta
20:15, magdor2009
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 października 2010

 

Dzis oprzytomniałam...przypomniało mi się, że mam w szafie kilka skarbów bezcennych, ale to za chwilę.

Może od początku

Otóż talent mój wielki do dziergania nie wziął się z nikąd. Moja Kochana Babcia (której nieststey już nie ma) haftowała i dziergała na potęgę. Nie ma co wymieniać tego, co robiła, bo robiła wszystko co było potrzebne. Serwetki, swetry, skarpety. Te ostatnie mam do dziś. Leżą nieużywane w szufladzie. Nidgy ich nie lubiłam :) Dziergała właściwie do ostatnich dni. Zostawiła niedokończony sweter...Mało tego, dziergała po zmroku, bez zapalonego światła (miała 86 lat). To było mistrzostwo świata.

Wpadła dziś w moje ręce Babcina torba z serwetami. Najstarsze mają jakieś 30 lat. Wykonane chyba z jakiegoś kordu, ale nie jestem pewna. Wygniecione, trochę krzywe i takie...bezcenne.

Owalna (największa)

starocie

 

Trochę mniejsza

 

starocie

Komplet sześci małych serwetek/podkładek pod filiżankę. Jedna na pewno była pod świecznikiem. Jest cała przesiąknięta woskiem. Troszkę koślawe, ale widać, że robione z głowy. Lekko się różnią. Zresztą, nie jestem pewna, czy babcia miała dostęp do jakichś schematów.

starocie

Prostokątna z białego kordonka

starocie

I komplet trzech białych serwetek zrobionych z jakiejś cienkiej nitki.

 

Jest jeszcze komplet pięciu większych serwetek (takich 20 cm) i prostokątna serweta, ale zdjęcia nie cyknęłam..nie wiem czemu. Nastęnym razem.

Były jeszcze cudne poduszki haftowane x, ale niestety zaginęły. Prawdopodobnie jakaś nieczuła artystycznie dusza z mojej rodziny wyrzuciła bez skrupułów do śmieci.Ale cóż...wspomnienie zostało.

Tyle z historii...

A z dziergadeł najnowszych, mitenki z himalaya padisah. Kolory mnie powaliły.

mitenki

Teraz robi sie czapka z tej samej, tylko w odieniach zieleni. Pochwalę się jak zejdzie z drutów.

Pozdrawiam wszystkich

Buzia

 

 

18:58, magdor2009
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 października 2010

Witam niedzielnie. Po kawusi, w drodze po drugą, ze względnie spokojnym otoczeniem mogę wrzucić to, co powstało w ostatnich dniach.

Czarna chusta, o której coś tam już wspomniałam. Niecałe 100g akrylu, wymiar 160/100/100. Robiona klasycznie, wg schematu xhaft. Trójkąt z regularnymi dziurami. W końcu mam coś dla siebie :) Nikomu nie oddam.

A taki o oto czrnuch fotografowany któregoś wieczoru. Stąd cudowna jakość :)

chusta

Nastęnie uplotło się szybciutko sztuk cztery. Dwie dla mnie i dwie dla mojej Małej...

mitenki

mitenki

Obie pary robione podwójnie. Moje melanż z burej mimozy i jaśniejszej Dalii. Mała ma Jasno-szarą Dalię i tę samą w kolorze śliwkowy.

Klasyczne, proste i ciepłe, wg tutka zdzid (tylko bez warkoczy).

Dodatkiem do szaro-burych miała być opaska. Tak dla zajęcia rąk, bo w życiu jej nie założę. Nie lubię wszelkiej maści nakryć głowy. Wolę chyba marznąć i na stare lata być powykręcana w różne strony, ale nic już nie poradzę. Taka już zawzięta w tej materii jestem.

A owa wspomniana wygląda tak:

opaska

Kwiatuch z plastikowym guikiem.

szydełkowy kwiat

Na razie nic więcej.

Może zabrałabym się za Summit. Już od jakiegoś czasu mam opis od Renewelt, ale każde podejście kończyło się masakrą. To ciągłe liczenie mnie przerasta. A może wrócę do szydełka, bo zarosło już kurzem. A może po prostu dajcie mi jakiś pomysł, postawcie warunek bezdyskusyjnego skończenia na kiedyś tam, a ja posłusznie wykonam :)

A teraz trochę futrzaka :)

Mohair zadomowił się na maksa. Kica wszędzie, gdzie jego krótkie łapy go poniosą. Są jeszcze miejsca niedostępne, ale rośnie w oczach i już niedługo pewnie skoczy na mnie z szafy. Właśnie pozbawiłam go pazurów, więc jest szansa, że przy wdrapywaniu się na kanapy, nie zostawi śladów szarpanych.Zaczyna łapać się za firanki, które leżą prawie na podłodze. Mam nadzieję, że nie znajdę go w okolicach karnisza.

To zadziwiające, jak zmienił się mój obraz kotów. A może tylko tego jednego, ale zawsze to jakiś postęp. Pozwalam mu nawet spać w moim łóżku, z czego cholera zrezygnował ostatnimi czasy :) A tak cudnie ogrzewał i mruczał do podusi.

 

Tak dziś wygląda.

mohair

 

Tak sie bawimy :) Krew sie jeszcze nie polała, ale Mohair chyba do tego dąży.

mohair

A to na chwilę po naszych "czułościach". Miłości to w jego oczach nie widać. Był lekko wściekły :)

kot

A tu dowód na to, że wszędzie można się wcisnąć :)

mohair

27 października moja córka będzie miała badania pod kątem alergii. Mam nadzieje, że kot nie znajdzie się wśród alergenów, bo będziemy musiały go oddać, a już się przyzwyczaiłyśmy do naszego sieściucha.

Wystarczy na dziś klepania. Miłego popo życzę i smacznego obiadku, bo to chyba pora.

Buźka for all :*

Tagi: chusta
15:11, magdor2009
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 października 2010

Na początek beret, który machnełam któregoś wieczoru. Wypatrzyłam go u Zdzid. Tam zrobiony jest z Magic Yarn Art, mój powstał z Himalaya Padisah. Robi się bardzo szybko i przyjemnie. Taki przerywnik między większymi tematami.A w Vogue wygląda rewelacyjnie :)...na pewno lepiej niz na Mariannie...

beret mochi

a oto i Marianna ;)

mochi

W tej chwili na drutach czarna chusta z akrylu. O dziwo, kupiłam go w Kauflandzie :) Jutro będzie gotowa.

***

No dobrze, przejdźmy do tematów bardziej zaskakujących. Kiedyś wydziergałam kota i napisałam o tym TU

Po moim wpisie dotyczącym kotów otrzymałam wyrożnienie od koronekczar:

Wyróżnienie przyznaję jednak z lekkim serca drżeniem. Wszystko przez raniący je zapis: „Nie lubię kotów”… Zdania, które po nich nastąpiło wszystkim nam oszczędzę. Potem jednak pojawia się kocina, której posiadanie może być marzeniem. A wszystko kończą słowa: „Może polubię te gadziny”. Polub je, polub.

I dziś mogę z pełną odpwiedzialnością powiedzieć, że polubiłam :)

W pracy okociła się jakaś dama i zostawiła dzieciaki w okolicach poruszania sie wózków widłowych. Koleżanka przyniosła mi na biurko jedną sztukę i po jakiejś chwili przeszło mi przez myśl, że może mogłabym przygarnąć gadzinę :)

Króko mówiąc, mieszka już z nami kilka dni, jest kocurkiem i nazywa sie Moher. Nie sądziłam, że tak go polubię. Jest cudowny, a właściwie CUDOWNY :) Czysty, mądry i tak cudnie mrrrrrrruczy.

Oto Moher :))) MÓJ KOT

moher

moher

...

później wkleję więcej zdjęć :)

pa

12:39, magdor2009
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 października 2010

Jakiś czas temu odkryłam nową pasmanterię i naturalnie nie wyszłam z niej z pustymi rękami. Grzebałam w niemieckich wełenkach i wyciągnęłam mieszankę moheru z poliakrylem. Nabrała w domu mocy urzędowej i przez dwa ostatnie dni wyrzeźbiłam z niej chustę. Takiego tempa jeszcze chyba nie miałam. Aż mi się troiło w oczach od latających drutów.

Chusta naturalnie robiona za xhaft z odrobiną własnej inwencji twórczej. Wpadły mi w ręce wzory liści i może niekoniecznie wyszły tak, jakbym chciała, ale wlepiłam je na chustę i już tam zostaną.

Zużyte 360 m, moher Lady (nigdzie w sieci nie znalazłam takiego, więc producent nie znany, wiemy jednak, że niemiecki).

A wytwór mojej wyobraźni wyleguje się na wymiętoszonym fotelu

Kolor, mimo kiepskiego zdjęcia, zgadza sie w 100% Powiedzmy, że to groszek :)

Wymiary 160/100/100

A teraz wybaczcie...Morfeusz czeka :)

Dobranoc

 

 

 

Tagi: chusta
23:18, magdor2009
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 września 2010

Zaczęło się od zakupów, w pasmanterii rzecz jasna. Trochę włóczki kilka guzików i jakieś tam pomysły w głowie. Nigdy nie pomyślałabym, że sztuka płata taaakie figle :)

Od tego sie zaczęło

eliza

 

Druty w dłoń i od wczoraj powstało

neck warmer

 

I kto by pomyślał, że ja, która chyba w życiu nie weźmie się za wydzierganie skarpet, zupełnie nieświadomie właśnie to uczyniła :)

skarpeta

 

Tylko jedna, ale za to jaka :) Obracając zdjęcie można też uzyskać obraz karabinu, ale skarpeta jakoś bardziej mi leży... na szyi.

Niestety modelki nie ma, więc neck warmer w 3D na podłodze

neck warmer

 

Wydziergałam jeszcze jeden szyjogrzej, troche prostrzy w swojej formie, ale nie miał jeszcze sesji. Niedługo sie pochwalę.

Pozdrawiam

 

18:38, magdor2009
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 września 2010

Witam z dużego pokoju. Mam kolejny dzień wolny, ale nie z dobrego serca szefa, chociaż jest złoty, ale przez chorobę córki. Już za długo byłyśmy zdrowe. Od zeszłego tygodnia ciągnie się choróbsko i leczenie mamy do końca tygodnia.

W związku z obecnością w domu zaległości.

Kilka dni temu skończyłam tunikę dla mojej Małej. Zrobiona z lidlowej bawełny "skarpetowej". Podwójną nitką. W sumie jakieś 200g.

I taka focia dla picu :)

Cudowna okładka :)))

A tu realne kolory tuniki

i jeszcze raz

 

Poza tym udziergałam jeszcze obiecany koleżance beret.

(spodobało mi się:))

Robiony podwójną nitką z malwy. Morski niebieski z turkusowym. Niestety nie widać kolorów, ale zdjęcie jest gites..haha.

Buźka

 

14:36, magdor2009
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9