moje blabla

niedziela, 21 marca 2010

Dokładnie 15 minut temu wróciłyśmy z córką ze spaceru. Misja była prosta: Znaleść wiosnę. Łaziłyśmy w koło osiedla, miałyśy mały postój na placu zabaw. Oczywiście wszystkie drzewa już mają pąki, ale potrzebowałyśy jakichś większych sensacji wiosennych. I wracając z nosami wetkniętymi niemal w chodnik...pod samym blokiem, między innymi przy naszej klatce wierzba :D oblepiona baziami!!! No i znalazłyśy naszą wiosnę. Z pełną odpowiedzialnością mogę dziś potwierdzić pierwszy dzień wiosny :)

bazie

(rąsia mojej Małej)


Wiosenne Pa:)

czwartek, 11 lutego 2010

Moja Gwiazdka statystycznie bywa w przedszkolu 7 dni w miesiącu. Limit przeziębień i chorób wyczerpałyśmy na kolejne dwa lata. No i dziś znów sie zaczyna. W piątek koniec antybiotyku, wczoraj pierwszy bal karnawałowy w życiu mojej Pszczółki, a dziś znów przeziębienie z kaszlem 80-latka. DRAMAT!!! Niania po mega operacji, więc nie ma szans na pomoc. Poranny telefon do BOSKIEGO SZEFA i dzień wolny. I w zasadzie powód do pozostania w domu nie najlepszy, bo wszystkie skarby świata bym oddała za zdrowie Pszczółki, ale z drugiej strony pokleimy razem jakieś cuda i będzie rewelacja. A w trakcie drzemki mamusia podzierga :)

 

środa, 10 lutego 2010

No właśnie...ale to chyba z braku czasu. W ciągu ostatnich dni udało mi się wydłubać jedną broszkę. Chwilowo jestem pozbawiona aparatu, ale już dziś powinnam go mieć, także cyknę fotkę. Moherowa chusta rośnie barrrdzo wolno. Czekam na stodwudziestkipiątki i ją dokończę. A tymczasem siedzę w pracy i jak widać ciężko pracuję :) A tak serio to przerwa kawowa zorganizowana na własne życzenie, bo od rana kopię w dokumentach różnej maści.

A wracając do mojej szkoły, to oczywiście historię udupiłam....ale z klasą :) mam jeszcze cały tydzień, żeby posiąść wiedzę (bo nawet nie przypomnieć) historyczną i zaskoczyc Pana prof :) Oczywiście mi sie to uda i żebranie skończy sie trójeczką :)

Tak nawiasem mówiąc, to dla wszystkich, którzy choć w połowie tak, jak ja lubią Sade, to polecam jej nową płytę Soldier of love. Dla mnie bomba.

A na koniec starocie part II

Kapelutek, zdaje się powędrował do jakiejś małej królewny.

kapelusz

I sukienusia, która była pierwszą wersją na chrzest dla mojej Gwiazdki, ale potem plan się zmienił i stąd powstał wczesniej pokazany "dwudniowy" komplet.

Sukienka trafiła do małej krakowianki.

sukienka

No to lecę do pracy :)

Pozdrawiam

wtorek, 02 lutego 2010

Warto było poświęcić jeden dzień pracy i posiedzieć nad książkami. Druty cały czas leżały obok, a ja walczyłam ze sobą jak mogłam...i owocem tej walki jest zaliczenie pięciu przedmiotów. W dużej mierze to też kwestia szczęścia i fakt, że wykładowca wczytał się w Politykę po uszy, ale kto by się zagłębiał w takie niuanse. Zaliczone i koniec :D

Teraz jeszcze tylko trzy super egzaminy, na które nie mogę sie doczekać...zwłaszcza na historię. Kto mnie zna choć trochę, wie, że bliższa mi biologia, a może nawet fizyka kwantowa, no ale może jakoś pójdzie :)

Tym czasem walczę z chorobą..chyba angina, ale nie potwierdzona przez biały fartuch.

A teraz muszę niestety oddać komputer córci, która koniecznie chce pobawić się klawiaturą.

Pozdrawiam

środa, 27 stycznia 2010

Obiecałam i proszę. Mój prywatny biały rumak :)

DALA

A co tam poza tym...Chusta rośnie, a żyłka na drutach znika :) Muszę się uzbroić w stodwudziestki, bo krótsze nie dają rady. W niedzielne popołudnie powstała czapa, która czeka jeszcze na wykończenie, a makro jak nie dotknęłam w sobotę, tak do dziś się to nie zmieniło. Ale mimo to są postępy. Wczoraj położyłam sobie komputer i zeszyt przy łóżku z zamiarem uczenia się. Niestety zasnęłam, ale przynajmiej się wyspałam. Dziś już nie mam wyjścia, no chyba, że zadecyduję o rzuceniu szkoły :)

A tymczasem wracam do pracy...goście jadą na kawę, a ja zasypana celulozą.

Pzdr.

 

 

środa, 20 stycznia 2010

Wracając do mojego dziergania i nauki, to niewiele z tego wyszło :) Nauka w stopniu zero...no może 20 % - przygotowałam referat, ale niestety nie mogłam go przedstawić, bo prof. zmienił sobie układ zajęć i nie wstrzeliłam sie na ćwiczenia, tylko na wykład - trudno. Będę sie pocić na "zerówce". Wspominana historia stosunków przełożona, także zaoszczędziłam trochę czasu nie ucząc się :) Niestety jednak dla mnie zaliczenie będzie ustne, a ja, jedyne co umiem z historii, to ściągać... będzie ciężko. W trakcie tych moich nukowych poczynań i jednocześnie w międzyczasie powstawała czapka. Wczoraj ją "dodziergiwałam" i myślę, że dziś skończę. Będę w końcu mogła pokazać ją wraz z niedawno wydzierganym, guzikowym szalikiem.

...wracam do pracy :)

pzdr